Polskie Towarzystwo Ziemiańskie obchodzi w tym roku jubileusz 25- lecia powstania.
Stowarzyszenie, zrzeszające ziemian, potem ich spadkobierców i całe
rodziny, powstało w 1990 roku.
Jego inicjatorem był p. Stanisław
Załuski, pochodzący z północnego Mazowsza, który dziś jest Prezesem
Honorowym PTZ.
Pierwszym prezesem Zarządu Głównego został
wybrany nieżyjący już mec. Zygmunt Rakowiecki. Po nim kolejno prezesami
byli: Kazimierz Moes i Jerzy Mańkowski, a obecnie funcję tę pełni
Marcin Schirmer.
Polskie Towarzystwo Ziemiańskie ma kilkanaście
Oddziałów w kraju (Warszawa, Kraków, Lublin, Wrocław, Poznań,
Szczecin, Gdańsk, Toruń/Bydgoszcz, Białystok, Olsztyn, Łodź, a także
Paryż, zaś w Wielkiej Brytanii, Kanadzie i USA działa Polski Związek
Ziemian, będący też w naszych strukturcach). W listopadzie br. p. Marek
Michniewski z żoną Jolantą założyli nowy Oddział PTZ - w Kielcach.
4 grudnia 2015 roku w Warszawia odbyły się uroczystości związane z Jubileuszem PTZ.
OTO PROGRAM:
O godzinie 10.00 Msza św. w katedrze św. Jana w Warszawie (z udziałem ks. Kazimierza kard. Nycza, metropolity warszawskiego);
O godzinie 11.45 złożenie wiązanki kwiatów pod tablicą ks. Piotra Skargi, którą w 1936 roku ufundował Związek Ziemian;
O godzinie 12.00 uroczystość oficjalna w Sali Wielkiej na Zamku
Królewskiego, którą bardzo pięknie poprowadził członek zarządu PTZ Pan Piotr Szymon Łoś.
Wygłoszono okolicznościowe przemówienia. Grupa zasłużonych członków i
sympatyków Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego otrzymała okolicznościowe,
jubileuszowe złote medale.
Na koniec recital Mateuza
Kasprzaka-Łabudzińskiego (skrzypce) z towarzyszeniem Piotra
Konopczyńskiego (fortepian). W repertuarze zaprezentowano utwory,
kojarzące się z ziemiaństwem i polską tradycją.
O godzinie 14.00 w Sali Centralnej Biblioteki Rolniczej w Warszawie odbył się bankiet.
Historia przedstawia działalność Olsztyńskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego.
Obserwatorzy
sobota, 5 grudnia 2015
wtorek, 1 września 2015
WYCIECZKA 29.09.2015
Dnia 29 sierpnia odbyła się kolejna wycieczka zorganizowana przez P.T.Z. o/Olsztyn po dworach, pałacach i zamkach Warmii i Mazur. Wyjazd zgodnie z planem nastąpił o godzinie 8:45 z pod hotelu Gromada. W wycieczce wzięło udział 12 osób.
Miejscowość jest położona na Pojezierzu Olsztyńskim, w odległości 2,8 km od jeziora Okomin oraz 3,2 km od jeziora Mielno
Pierwotnie Jadamowo było folwarkiem utworzonym w 1856 roku. Wchodził w skład majątku w Witramowie, który stanowił własność znanego rodu Finck von Finckenstein. W 1876 roku wieś składała się z 5 domów zamieszkanych przez 86 osób. W tym okresie w Jadamowie powstał zachowany do dziś pałac oraz otaczający budowlę park. W 1910 roku majątek obejmował obszar o powierzchni 550 ha. Liczba mieszkańców w porównaniu z poprzednim okresem wzrosła do 126 osób, zaś liczba domów do 8. Przed wybuchem II wojny światowej właścicielem majątku był niejaki Wannow. Po 1945 roku Jadamowo weszło w skład Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Waplewie. W 1996 roku teren dawnego majątku (zespół pałacowo-dworski) trafił w ręce prywatne. W 2005 roku miejscowość była zamieszkana przez 34 osoby.
Pacółtowo to niewielka osada na obrzeżach Wzgórz Dylewskich, niedaleko Pól Grunwaldzkich - miejsca pamiętnej bitwy w 1410 roku. Na szczycie 150 metrowego wzniesienia, pośród 1000 hektarów łąk stoi odrestaurowany neobarokowy pałac.
Historia Pacółtowa sięga XIV wieku, kiedy nadania ziemskie otrzymali tu Prusowie – Glabune i Kunike. Kolejnymi właścicielami byli: rodzina von Eppingen, von Petzdorf, a na przełomie XVII i XVIII wieku - von Wernsdorf. Na przełomie XVIII i XIX stulecia majątek nabył Ahasverus von Brandt. Powiększył jego obszar do 600 hektarów i wybudował pałac. Dzieło Brandta od lat 30. XIX wieku kontynuowali członkowie rodziny Volprecht, pozostając w majątku aż do roku 1945. Po wojnie pałac, dawna wieś folwarczna i gospodarstwo powoli ulegało dewastacji i popadało w ruinę. Budynek pałacowy zaadaptowano na biura Państwowego Gospodarstwa Rolnego i mieszkania pracownicze, zmieniając przy tym układ wnętrz.
W roku 2000 gospodarstwo rolne wraz z zespołem pałacowo-parkowym nabyła od Agencji Nieruchomości Rolnych spółka „Baltic Investment“ Sp. z o.o. z siedzibą w Gdańsku, która przez kilka lat prowadziła tu produkcję roślinną i zapoczątkowała hodowlę bydła francuskich ras mięsnych Charolaise i Limousine.
Od wiosny 2008 roku gospodarstwo i pałac ma nowych właścicieli, którzy starają się przywrócić temu miejscu pierwotny charakter, odtworzyć jego świetność i tchnąć w nie „nowe życie.“ Zrestrukturyzowano gospodarstwo rolne, wybudowano nowe pomieszczenia gospodarcze dla powiększanej hodowli Charolaise i Limousine w miejscu oddalonym od zespołu pałacowo-parkowego, powiększono obszar gospodarstwa do 1000 ha (największa powierzchnia od początku istnienia gospodarstwa), cały areał ziem przeznaczono na pastwiska i łąki kośne – co daje gościom pałacu niezwykłe wrażenie wiecznie zielonych wzgórz aż po linię horyzontu.
Przeprowadzono na dużą skalę prace budowlano – remontowe. Powstał kameralny, komfortowy, ekskluzywny ośrodek konferencyjno – koncertowy. Ciekawostką jest stała wystawa malarska pastiszy dzieł Rembrandta.
Z historią majątku w Mortęgach nierozerwalnie związana jest jego niegdysiejsza mieszkanka – siostra Magdalena Mortęska – mistyczka i autorka dzieł religijnych, reformatorka zakonu benedyktynek.
Magdalena Mortęska urodziła się w 1554 roku, w Pokrzywnie, nieopodal Grudziądza. Pochodziła z rodziny senatorskiej - ojciec Melchior Mortęski, był starostą pokrzywieńskim i podkomorzym ziemi chełmińskiej. Matka Elżbieta z Kostków była siostrą biskupa chełmińskiego Piotra Kostki. Poprzez Matkę Magdalena spokrewniona była z możnym rodem Kostków, w tym także ze św. Stanisławem Kostką. Krewnymi Magdaleny Mortęskiej byli także: Anna Jagiellonka - żona Stefana Batorego, opat Jan Kostka z Oliwy, wojewoda pomorski Krzysztof Kostka. Nadmienić należy, iż oprócz pokrewieństwa z Piastowski rodem królewskim, Magdalena spokrewniona była z rodem Sapiechów, jednym z najpotężniejszych rodów magnackich w Polsce i na Litwie. Jej rodzona siostra Anna Ludwika wyszła za mąż za Ernesta Weihera, z którego rodu pochodzą założyciele Wejherowa. Jedną z posiadłości rodziny Mortęskich była wieś Mortęgi, położona niedaleko Lubawy.
Mortęgi (niem. Mortung) – wieś w Polsce położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie iławskim, w gminie Lubawa. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa olsztyńskiego.
W zabytkowym pałacu z XIX w. (do 1945 r. należał do rodziny Geiger) mieści się obecnie pensjonat agroturystyczny.[1]
W XIV wieku była to wieś szlachecka na prawie polskim (prawo lokacyjne). Wielki mistrz krzyżacki Michał Küchmeister zmienił na prawo chełmińskie. Później wielki mistrz Dytryk von Aldenburg nadał wieś Ludwikowi z Krzykos, a w 1402 przywilej potwierdził biskup Chełmiński Jan dla Ludwika z Mortęg (protoplasta rodu Mortęskich, wśród których dwóch było wojewodami chełmińskimi. Ród pieczętujący się herbem Orlik był pochodzenia pruskiego i przeniósł się z Pomezanii do Ziemi Chełmińskiej). W okresie krzyżackim wieś wchodziła administracyjnie do wójtostwa bratiańskiego. W 1497 r. Ludwik z Mortęg zapisał dominikanom w Toruniu 300 marek na odprawianie jednej mszy świętej w tygodniu. W 1556 r. urodziła się w Mortęgach Magdalena Mortęska, późniejsza ksieni zakonu Bernardynek w Chełmnie. W 1667 r. właścicielem wsi był Stanisław Narzymski.
W 2013 roku nowymi właścicielami posiadłości stali się właściciele firmy JS PPUHiE Szynaka. Alina i Jan Szynaka za honorowy cel postawili sobie odtworzenie przedwojennej historii zabytkowego Pałacu, oraz budynków do niego należących.
JADAMOWO.
Miejscowość jest położona na Pojezierzu Olsztyńskim, w odległości 2,8 km od jeziora Okomin oraz 3,2 km od jeziora Mielno
Pierwotnie Jadamowo było folwarkiem utworzonym w 1856 roku. Wchodził w skład majątku w Witramowie, który stanowił własność znanego rodu Finck von Finckenstein. W 1876 roku wieś składała się z 5 domów zamieszkanych przez 86 osób. W tym okresie w Jadamowie powstał zachowany do dziś pałac oraz otaczający budowlę park. W 1910 roku majątek obejmował obszar o powierzchni 550 ha. Liczba mieszkańców w porównaniu z poprzednim okresem wzrosła do 126 osób, zaś liczba domów do 8. Przed wybuchem II wojny światowej właścicielem majątku był niejaki Wannow. Po 1945 roku Jadamowo weszło w skład Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Waplewie. W 1996 roku teren dawnego majątku (zespół pałacowo-dworski) trafił w ręce prywatne. W 2005 roku miejscowość była zamieszkana przez 34 osoby.
W parku umieszczona tablica pamiątkowa.
PAWŁOWO gm. GIETRZWAŁD
Dwór w Pawłowie odremontowany znajduje się obecnie w rękach prywatnych.
PAŁAC W PACÓŁTOWIE.
W roku 2000 gospodarstwo rolne wraz z zespołem pałacowo-parkowym nabyła od Agencji Nieruchomości Rolnych spółka „Baltic Investment“ Sp. z o.o. z siedzibą w Gdańsku, która przez kilka lat prowadziła tu produkcję roślinną i zapoczątkowała hodowlę bydła francuskich ras mięsnych Charolaise i Limousine.
Od wiosny 2008 roku gospodarstwo i pałac ma nowych właścicieli, którzy starają się przywrócić temu miejscu pierwotny charakter, odtworzyć jego świetność i tchnąć w nie „nowe życie.“ Zrestrukturyzowano gospodarstwo rolne, wybudowano nowe pomieszczenia gospodarcze dla powiększanej hodowli Charolaise i Limousine w miejscu oddalonym od zespołu pałacowo-parkowego, powiększono obszar gospodarstwa do 1000 ha (największa powierzchnia od początku istnienia gospodarstwa), cały areał ziem przeznaczono na pastwiska i łąki kośne – co daje gościom pałacu niezwykłe wrażenie wiecznie zielonych wzgórz aż po linię horyzontu.
Przeprowadzono na dużą skalę prace budowlano – remontowe. Powstał kameralny, komfortowy, ekskluzywny ośrodek konferencyjno – koncertowy. Ciekawostką jest stała wystawa malarska pastiszy dzieł Rembrandta.
Mortęgi.
Z historią majątku w Mortęgach nierozerwalnie związana jest jego niegdysiejsza mieszkanka – siostra Magdalena Mortęska – mistyczka i autorka dzieł religijnych, reformatorka zakonu benedyktynek.
Magdalena Mortęska urodziła się w 1554 roku, w Pokrzywnie, nieopodal Grudziądza. Pochodziła z rodziny senatorskiej - ojciec Melchior Mortęski, był starostą pokrzywieńskim i podkomorzym ziemi chełmińskiej. Matka Elżbieta z Kostków była siostrą biskupa chełmińskiego Piotra Kostki. Poprzez Matkę Magdalena spokrewniona była z możnym rodem Kostków, w tym także ze św. Stanisławem Kostką. Krewnymi Magdaleny Mortęskiej byli także: Anna Jagiellonka - żona Stefana Batorego, opat Jan Kostka z Oliwy, wojewoda pomorski Krzysztof Kostka. Nadmienić należy, iż oprócz pokrewieństwa z Piastowski rodem królewskim, Magdalena spokrewniona była z rodem Sapiechów, jednym z najpotężniejszych rodów magnackich w Polsce i na Litwie. Jej rodzona siostra Anna Ludwika wyszła za mąż za Ernesta Weihera, z którego rodu pochodzą założyciele Wejherowa. Jedną z posiadłości rodziny Mortęskich była wieś Mortęgi, położona niedaleko Lubawy.
Mortęgi (niem. Mortung) – wieś w Polsce położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie iławskim, w gminie Lubawa. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa olsztyńskiego.
W zabytkowym pałacu z XIX w. (do 1945 r. należał do rodziny Geiger) mieści się obecnie pensjonat agroturystyczny.[1]
W XIV wieku była to wieś szlachecka na prawie polskim (prawo lokacyjne). Wielki mistrz krzyżacki Michał Küchmeister zmienił na prawo chełmińskie. Później wielki mistrz Dytryk von Aldenburg nadał wieś Ludwikowi z Krzykos, a w 1402 przywilej potwierdził biskup Chełmiński Jan dla Ludwika z Mortęg (protoplasta rodu Mortęskich, wśród których dwóch było wojewodami chełmińskimi. Ród pieczętujący się herbem Orlik był pochodzenia pruskiego i przeniósł się z Pomezanii do Ziemi Chełmińskiej). W okresie krzyżackim wieś wchodziła administracyjnie do wójtostwa bratiańskiego. W 1497 r. Ludwik z Mortęg zapisał dominikanom w Toruniu 300 marek na odprawianie jednej mszy świętej w tygodniu. W 1556 r. urodziła się w Mortęgach Magdalena Mortęska, późniejsza ksieni zakonu Bernardynek w Chełmnie. W 1667 r. właścicielem wsi był Stanisław Narzymski.
W 2013 roku nowymi właścicielami posiadłości stali się właściciele firmy JS PPUHiE Szynaka. Alina i Jan Szynaka za honorowy cel postawili sobie odtworzenie przedwojennej historii zabytkowego Pałacu, oraz budynków do niego należących.
niedziela, 21 grudnia 2014
Wigilia 2014
Dnia 13 grudnia 2014 roku w dworze w Jełmuniu dzięki uprzejmości właścicielki dworu pani doktor Barbary Trzeciak zorganizowaliśmy doroczną wigilię.
Wigilię rozpoczęto od wizyty w stajni, gdzie gospodyni opowiedziała nam o unikalnej rasie owiec hodowanej w gospodarstwie.


Zgodnie z tradycją dzielono się opłatkiem, składano życzenia, śpiewano kolędy, czytano wiersze opisujące dawne tradycje wigilijne.
WESOŁYCH ŚWIĄT
Wigilię rozpoczęto od wizyty w stajni, gdzie gospodyni opowiedziała nam o unikalnej rasie owiec hodowanej w gospodarstwie.

Dwór kultywuje dawne tradycje panujące w gospodarstwach ziemiańskich.
Spotkanie wigilijne odbyło się w dworskiej jadalni.

Zgodnie z tradycją dzielono się opłatkiem, składano życzenia, śpiewano kolędy, czytano wiersze opisujące dawne tradycje wigilijne.
Tradycyjne potrawy wigilijne przygotowane zostały ze składników pochodzących z własnego gospodarstwa.
Był również Święty Mikołaj, który obdarował gości upominkami.
W czasie spotkania dla Pana Michała wręczono upominek w podziękowaniu za jego gościnne przyjęcie podczas naszej ostatniej wycieczki po dworach i pałacach Warmii i Mazur.
Spotkanie zakończono wyśmienitą kawą oraz ciastami wykonanymi według starej receptury w dworskiej kuchni.
WESOŁYCH ŚWIĄT
sobota, 11 października 2014
Jubileusz
Dnia 11 października 2014 roku obchodziliśmy jubileusz pani Jowity Solarskiej. Z tej okazji zorganizowaliśmy uroczyste spotkanie. Dla szacownej Jubilatki z rąk Prezesa Olsztyńskiego Oddziału PTZ wręczono upominki, a Pani Danuta Bogucka przeczytała i wręczyła Jubilatce wiersz napisany specjalnie na tą okazję:
Radości, uśmiechu
I wszelkiej pomyślności
Od naszej-ziemiańskiej
Nielicznej społeczności

Życzymy
Abyś pasmem wspomnień
Otoczyła dwór rodzinny
Na wschodu rubieżach
I to co dobre było
A wrócić nie zdoła
I to co w tradycji szlacheckiej
Pozostało-do pielęgnowania
Z Twoim urocza Jubilatko-
Czynnym udziałem-
W naszych olsztyńskich-PTZ-władzach
Ponadto życzymy
Obyś nadal była
Wiernym strażnikiem
Artystycznej spuścizny
Swojej pięknej matki

Babiny Świtycz-Widackiej
Co rzeźbą utrwaliła wielkich
Od Kotarbińskiego po Mickiewicza
A dawny Polesia czar
Powiązała artystyczną wstęgą
Z Warmią i Olsztynem
Ozdabia tu place i parki
Ulice honoruje swoim imieniem
Pod wrażliwym okiem córki Jowity
Mecenasa duchowego
Jakże skutecznego
By zatrzymać czas
I uchronić od zapomnienia
Życzymy powodzenia!
DB.
poniedziałek, 22 września 2014
Wycieczka 20 wrzesień 2014 rok.
Wycieczkę zaczęliśmy od zwiedzenia zespołu dworsko-parkowego w Baranowie.
Zespół dworsko-parkowy z rozległym podwórzem gospodarczym, usytuowany we
wsi Baranowo, przy drodze Mrągowo-Mikołajki, 14 km na wschód od
Mrągowa.
Dwór położony na wzniesieniu, oddzielony od drogi obszarem parku. Został wzniesiony w pierwszej połowie XIX wieku. Jest to jeden z najpiękniejszych przykładów architektury klasycystycznej wśród zachowanych dworów dawnych Prus Wschodnich. Od 1996 r. rozpoczęto gruntowny remont dworu i całego założenia.

Dworek w Kaliszkach (niem. Kallishchken) pochodzi z 1830 roku. Po wojnie wpadł w ręce PGRu. odremontowany przez prywatnego właściciela w latach 2005-2008 pod nadzorem konserwatora zabytków. Obecnie hotel.
Do dworu przylega piękny park. Najcenniejszymi okazami są dwa 300-letnie dęby oraz stary modrzew.
Krzysztof von Zedwitz wywodził się z niemieckiej szlachty. Ród Zedwitzów przybył do Prus Krzyżackich wkrótce po wojnie trzynastoletniej, podobnie jak jego następca w Ubliku i na starostwie w Ełku Antoni von Lehwald.
Antoni wcześniej był kuchmistrzem książęcym, potem starostą jańsborskim
(piskim). Pierwsze dokumenty dotyczące rodziny Lehwaldów pochodzą z
1540 r. z rejonu Sztumu i odnoszą się do niejakiego Jana Lehwalda oraz Wawrzyńca z Pasłęka,
ten ostatni działał równocześnie z Antonim. W 1749 r. sporządzono
tablicę genealogiczną Lehwaldów, na której ród wyprowadzono do Antoniego
von Lehwalda w Ubliku. Lehwaldowie wywodzili się ze starej szlachty
dolnołużyckiej i brandenburskiej (Lehwalde), potem byli też na Śląsku,
Pomorzu i Prusach (od 1458 r.). Toeppen wśród rodzin szlacheckich w starostwie ryńskim z roku 1622 wymienia rodzinę von Lehwaldów z Ublika.
Jeszcze podczas nadawania przywileju Krzysztof von Zedwitz zobowiązany został do służby zbrojnej w „dwa konie”. W zasadzie prawo lenne zwalniało z obowiązku służby wojskowej. Von Zedwitz w Ubliku otrzymał obowiązek opłaty rekognicyjnej w wysokości l funta wosku oraz 5 pruskich denarów. Ponadto dobra te były zwolnione z wszelkich uciążliwości.
Majątek Lehwaldów stanowiły osady: Ublik (18 łanowyFolwark. oraz 22 łany i 20 morgów lasu), Buwełno i Stoczki. Dobra te pozostały jako lenno tej rodziny, aż do czasu, gdy ostatni właściciel lenna zmarł bez spadkobiercy.
Rodzina Kullak przejęła Ublik około 1680 r. jako dzierżawę. Do majątku należały: folwarki Buwełno, Janowen, Stotsken i leśniczówka Oskarzin. W 1788 r. Goottiieb Daniel Kullak kupił posiadłość ze wszystkimi folwarkami od państwa Pruskiego. Przypomina o tym zachowany nagrobek.
Jego spadkobiercami w pierwszej linii byli: Leopold (1787-1829), Anton Theodor (1816-1861), Friderich Wilhelm (1855-1908), Friderich (1883-1948).
Leopold Kullak jako pierworodny nie objął spadku. Ożenił się z zamożną kobietą i został oficerem pierwszego pułku dragonów w Tylży. Franc Kullak jako najmłodszy wyjechał do Argentyny, z której powrócił z majątkiem w 1903 r. (po 15 latach), osiedlił się w Kaliningradzie. Fryderyk Wilhelm został spadkobiercą Ublika. Od tej pory nazywał siebie Kullak-Ublik. Najpierw był on oficerem rezerwy w pułku huzarów w Gdańsku. W wieku 25 lat przejął posiadłość swojej matki, która prowadziła ją przez 20 lat po śmierci męża. W tym samym roku ożenił się z Elizą Romeyke, dziedziczką i właścicielką posiadłości rycerskiej Pammer, powiat Ełk. Eliza władała kilkoma językami i miała wiele wpływów. Prowadziła posiadłość i wszystko, co było związane z życiem gospodarczym. Fryderyk Wilhelm poświęcił się polityce. Był posłem w pruskim landstagu oraz deputowanym Rzeszy.
Po nabyciu Ublika ok. 1800 r. został wybudowany pałac. Ublik stał się centrum towarzyskim Mazur. Położony w pobliżu Orzysza, gdzie znajdował się plac ćwiczeń dla wojska, przyciągał wysokiej rangi krajowych i zagranicznych gości. Korpus oficerski garnizonu rosyjskiego po drugiej stronie granicy, brał udział w polowaniach z nagonką i w polowaniach na koniach. Stałymi gośćmi byli również: rosyjski gubernator z Łomży oraz generał w Królewcu Kolmar baron von der Golt.
Fryderyk Wilhelm zmarł w 1908 r. nie pozostawiwszy testamentu. Majątek Ublik przeszedł we wspólne posiadanie jego żony, syna Fryderyka i córki Anity.

Fryderyk, dotychczas oficer ułanów w Insterburgu, przejął prowadzenie posiadłości. Posiadłość obejmowała wtedy 6000 morgów (połowę stanowiły lasy). Po wybuchu wojny w 1914 r. 48 należących do posiadłości zabudowań zostało spalone przez Rosjan. Fryderyk prowadził w tym dniu objazd zwiadowczy i z odległości musiał obserwować przez lornetkę, jak dom i dwór stoją w płomieniach. Następnie Fryderyk sprzedał zniszczony majątek.
Zespół dworsko-parkowy z rozległym podwórzem gospodarczym, usytuowany we
wsi Baranowo, przy drodze Mrągowo-Mikołajki, 14 km na wschód od
Mrągowa.
Dwór położony na wzniesieniu, oddzielony od drogi obszarem parku. Został wzniesiony w pierwszej połowie XIX wieku. Jest to jeden z najpiękniejszych przykładów architektury klasycystycznej wśród zachowanych dworów dawnych Prus Wschodnich. Od 1996 r. rozpoczęto gruntowny remont dworu i całego założenia.
Niestety pomieszczenia gospodarcze zastaliśmy częściowo zrujnowane.
ŁUKNAJNO.
Niewielki majątek ziemski na przesmyku pomiędzy jeziorem Śniardwy, a Łuknajno.
Dwór pochodzi z 1 połowy XIX wieku, obecnie w rękach prywatnych.
Obecnie hotel.
KALISZKI.
Dwór w Kaliszkach to prawdziwy szczęściarz. W 1945 roku nie spalili go
Rosjanie. Przetrwał czasy, kiedy rządził nim PGR. Za demokracji znalazł
mądrych właścicieli, którzy przywrócili mu przedwojenny blask.

Dworek w Kaliszkach (niem. Kallishchken) pochodzi z 1830 roku. Po wojnie wpadł w ręce PGRu. odremontowany przez prywatnego właściciela w latach 2005-2008 pod nadzorem konserwatora zabytków. Obecnie hotel.
Do dworu przylega piękny park. Najcenniejszymi okazami są dwa 300-letnie dęby oraz stary modrzew.
UBLICK.
Jeszcze podczas nadawania przywileju Krzysztof von Zedwitz zobowiązany został do służby zbrojnej w „dwa konie”. W zasadzie prawo lenne zwalniało z obowiązku służby wojskowej. Von Zedwitz w Ubliku otrzymał obowiązek opłaty rekognicyjnej w wysokości l funta wosku oraz 5 pruskich denarów. Ponadto dobra te były zwolnione z wszelkich uciążliwości.
Majątek Lehwaldów stanowiły osady: Ublik (18 łanowyFolwark. oraz 22 łany i 20 morgów lasu), Buwełno i Stoczki. Dobra te pozostały jako lenno tej rodziny, aż do czasu, gdy ostatni właściciel lenna zmarł bez spadkobiercy.
Rodzina Kullak przejęła Ublik około 1680 r. jako dzierżawę. Do majątku należały: folwarki Buwełno, Janowen, Stotsken i leśniczówka Oskarzin. W 1788 r. Goottiieb Daniel Kullak kupił posiadłość ze wszystkimi folwarkami od państwa Pruskiego. Przypomina o tym zachowany nagrobek.
Jego spadkobiercami w pierwszej linii byli: Leopold (1787-1829), Anton Theodor (1816-1861), Friderich Wilhelm (1855-1908), Friderich (1883-1948).
Leopold Kullak jako pierworodny nie objął spadku. Ożenił się z zamożną kobietą i został oficerem pierwszego pułku dragonów w Tylży. Franc Kullak jako najmłodszy wyjechał do Argentyny, z której powrócił z majątkiem w 1903 r. (po 15 latach), osiedlił się w Kaliningradzie. Fryderyk Wilhelm został spadkobiercą Ublika. Od tej pory nazywał siebie Kullak-Ublik. Najpierw był on oficerem rezerwy w pułku huzarów w Gdańsku. W wieku 25 lat przejął posiadłość swojej matki, która prowadziła ją przez 20 lat po śmierci męża. W tym samym roku ożenił się z Elizą Romeyke, dziedziczką i właścicielką posiadłości rycerskiej Pammer, powiat Ełk. Eliza władała kilkoma językami i miała wiele wpływów. Prowadziła posiadłość i wszystko, co było związane z życiem gospodarczym. Fryderyk Wilhelm poświęcił się polityce. Był posłem w pruskim landstagu oraz deputowanym Rzeszy.
Po nabyciu Ublika ok. 1800 r. został wybudowany pałac. Ublik stał się centrum towarzyskim Mazur. Położony w pobliżu Orzysza, gdzie znajdował się plac ćwiczeń dla wojska, przyciągał wysokiej rangi krajowych i zagranicznych gości. Korpus oficerski garnizonu rosyjskiego po drugiej stronie granicy, brał udział w polowaniach z nagonką i w polowaniach na koniach. Stałymi gośćmi byli również: rosyjski gubernator z Łomży oraz generał w Królewcu Kolmar baron von der Golt.
Fryderyk Wilhelm zmarł w 1908 r. nie pozostawiwszy testamentu. Majątek Ublik przeszedł we wspólne posiadanie jego żony, syna Fryderyka i córki Anity.

Fryderyk, dotychczas oficer ułanów w Insterburgu, przejął prowadzenie posiadłości. Posiadłość obejmowała wtedy 6000 morgów (połowę stanowiły lasy). Po wybuchu wojny w 1914 r. 48 należących do posiadłości zabudowań zostało spalone przez Rosjan. Fryderyk prowadził w tym dniu objazd zwiadowczy i z odległości musiał obserwować przez lornetkę, jak dom i dwór stoją w płomieniach. Następnie Fryderyk sprzedał zniszczony majątek.
niedziela, 8 czerwca 2014
Spotkanie 06.06.2014 rok
Od 1795 roku dwór w Jełmuniu należał do rodziny von Woisky. W roku 1928
przechodzi w posiadanie rodziny Zuhlke. Dwór pozostawał ich własnością
aż do grudnia 1944 roku, kiedy to właściciele musieli uciekać. Powojenne
dzieje dworu potoczyły się banalnie – podobnie jak wszystkich majątków
ziemskich przejętych w 1945 roku przez państwo. Władza ludowa założyła w
Jełmuniu PGR, a we dworze urządziła mieszkania dla jego pracowników. W
2000 roku popadający w ruinę dwór oraz zdziczały park nabyła od Skarbu
Państwa Barbara Trzeciak, doktor socjologii.
W książce "Pałace i dwory dawnych Prus Wschodnich” zawarta jest taka informacja o zespole dworsko-parkowym w Jełmuniu: "Dawny,
niewielki majątek ziemski malowniczo położony nad jeziorem Jełmuń około
6 kilometrów na północny-zachód od Sorkwit. Klarowne, typowe w
kompozycji, założenie, pięknie usytuowane w krajobrazie. Dwór na
wzniesieniu, w punkcie środkowym zespołu między parkiem schodzącym ku
brzegom jeziora a czworokątem podwórza gospodarczego. W parku zachowane
jeszcze szerokie otwarcie widokowe na jezioro."
Dwór w Jełmuniu udziela gościny wszystkim, którzy lubią atmosferę dawnych siedzib ziemiańskich, czytamy na stronie internetowej.
W dworze zachowano dawny, dwutraktowy układ pomieszczeń.
W dworze dostępny jest bilard, karty
lub gry planszowe. Do gry w karty służy prawdziwy
przedwojenny stolik zwanym "karciakiem".
We dworze znajduje się mini Spa z sauną suchą i parową oraz jacuzzi.
Otaczający dwór park,
rozległe łąki, las i naturalne wzniesienia to idealny teren do wycieczek
rowerowych, jak i spacerów na świeżym powietrzu.
Bliskość
jeziora, duży pomost zachęcają do wędkowania lub wypraw na jezioro
kajakiem, łodzią, rowerem wodnym. Zimą zamarznięta tafla jeziora to
wspaniałe lodowisko.
Po zwiedzaniu dworu i wysłuchaniu relacji o jego historii Gospodyni poczęstowała nas własnoręcznie przygotowanym pysznym posiłkiem, przy którym spędzono miłe chwile do późnych godzin nocnych.
czwartek, 13 lutego 2014
W s p o m n i e n i n i e
Ksiądz dr Julian Żołnierkiewicz -Infułat Archidiecezji Warmińskiej,
Kanonik generalny Kapituły Warmińskiej, Generał Zakonu Maltańskiego
(1931- 2013)
W s p o
m n i e n i n i e
Ksiądz Julian Żołnierkiewicz - po reaktywowaniu (po roku 1989) Polskiego
Towarzystwa Ziemiańskiego i powołaniu olsztyńskiego oddziału PTZ- przyjął
patronat nad nami.
Był opiekunem duchowym olsztyńskich ziemian oraz
innych stowarzyszeń, w tym olsztyńskiej “ Rodziny Katyńskiej”.
Pomimo wielu różnych obowiązków, wynikających także z
pełnionej funkcji proboszcza, był czynnie
zaangażowany w działalność społeczną.
To Człowiek -Instytucja, zwykły i niezwykły, bo
obdarzony niebywałą pasją
ofiarowywania siebie- innym.
Służył pomocą dzieciom i dorosłym w czasach
zniewolenia, później w trudach transformacji i niedostatków nowej
rzeczywistości.
Powołał “Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom i Rodzinie” i
zorganizował Dom Dziennego Pobytu Dziecka “Arka” w Olsztynie.
Pomagał też ludziom zagubionym, błądzącym, uwięzionym.
Był ich kapelanem w Areszcie Śledczym w Olsztynie. Został później mianowany
archidiecezjalnym kapelanem więziennictwa i kapelanem straży pożarnej.
Uroczyście prezentował się w mundurze honorowego strażaka.
Był (przez dziesięć lat) duszpasterzem akademickim, a
także diecezjalnym duszpasterzem ludzi pracy i duchowym ojcem walczących o
sprawiedliwość. Jako kapelan ruchu społeczno - związkowego “ Solidarność”,
powołany już w 1980r., wspierał olsztyńską opozycję, szczególnie w okresie
stanu wojennego.
Podtrzymywał na duchu represjonowanych, organizował
pomoc materialną,
umożliwiał schronienie na plebanii.
Znane było w Olsztynie i wśród nas, Jego parafian,
konspiracyjne zawołanie “idziemy do
Jula”!
Dla wtajemniczonych, których aktywizował do działania
było wiadomo, dokąd pójść i po co, jak oszukać wiadome służby działające “na
podsłuchu“.
Był
naszym mentorem i przez dziesiątki lat
(od 1972r -do emerytury w 2006r) proboszczem parafii pod wezwaniem
Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie, do której należę. Udzielał
kolejnych sakramentów nam, naszym dzieciom i wnukom. Jego wizyty
duszpasterskie, kolędy w naszych domach (jako szczególne wyróżnienie)
wypełnione były modlitwą, gawędą o sprawach poważnych i żartami. Żegnał nas błogosławieństwem i lekko zawstydzonym,
charakterystycznym, skromnym uśmiechem.
Po 1989r. brał czynny udział w tworzeniu kombatanckich
organizacji kresowych i był ojcem
duchowym nowych lub reaktywowanych towarzystw.
Jako proboszcz
naszego pięknego neogotyckiego kościoła p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w
Olsztynie przy ulicy Mickiewicza, sprawił (w wyniku swojego zaangażowania), że
świątynia stała się panteonem narodowych dziejów i wartości.
Z licznych “ kamiennych” tablic umieszczonych w
bocznej nawie kościoła przemawia historia - do niedawna zakazana. Zostały
upamiętnione między innymi wojenne bohaterskie czyny żołnierzy AK okręgu
wileńskiego i walki na innych frontach, oraz ich dowódcy. Z innych tablic
-wreszcie otwarcie- “krzyczy” tragedia katyńska. Uczczono też bohaterów stanu wojennego.
Z najbliższych dziejów -trwale uhonorowano ofiary
katastrofy smoleńskiej z dnia 10
kwietnia 2010 r.
Tuż po katastrofie samolotu prezydenckiego pod
Smoleńskiem, ksiądz Julian przeżył poza tragedią narodową, szczególną osobistą traumę.
W zastępstwie zmarłego biskupa polowego WP Tadeusza
Płoskiego i innych księży- ofiar tej katastrofy, przyszło Mu przewodniczyć
nabożeństwu sprawowanemu (wraz z miejscowym księdzem) - na cmentarzu wojskowym
w Katyniu.
Msza święta, zgodnie z pierwotną intencją pielgrzymki,
miała być odprawiona za ofiary zbrodni
katyńskiej. Nagle tragiczne okoliczności sprawiły, że modlono się również w
intencji 96 ofiar katastrofy
smoleńskiej, w tym pary prezydenckiej. Ta dojmująco żałobna
uroczystość odbyła się w szczególnej
scenerii. Barwy narodowe okryte kirem i rzędy pustych krzeseł świadczyły o
zaskakującej nieobecności- wszystkich pasażerów samolotu. Zabrakło Tych, którzy
chcieli oddać hołd i pamięć pomordowanym przed siedemdziesięciu laty w Katyniu
i w innych miejscach kaźni. Dziś oni
oddali to, co najcenniejsze - swoje życie. Bohaterzy- bohaterom.
Często o tych przeżyciach wspominał ksiądz
Julian.
Snuł swoje refleksje przy okazji naszych, ziemiańskich
spotkań wigilijnych. Rozpamiętywał, jak to 10.04. 2010 r zawdzięczał
opatrzności Boskiej swoje życie. Zrezygnował z lotu prezydenckim samolotem do
Smoleńska. Wybierając podróż pociągiem, chciał z okien wagonu jeszcze raz ucieszyć oczy urokiem ukochanych (już nie
swoich), wschodnich rubieży, utraconej Małej Ojczyzny.
Z nostalgią wspominał umiłowane kresy, ziemię
nowogródzką. Przywoływał Odcedę - miejsce swojego urodzenia, zamieszkiwane
przez stare rody szlacheckie. I Stołpce, gdzie przyjmował chrzest. Był to
ostatni adres zamieszkania - przed repatriacją. Spędził tam najpiękniejsze
młode lata.
Jako 17- letni chłopak żegnał urokliwy zachód słońca
nad ukochanym Niemnem, dokąd już nigdy nie wróci. Tu, gdzie z pasją igrał z
nurtem rzeki i nabywał umiejętności pływania. Ksiądz Julian opowiadał nam o
dawnych (młodzieńczych) i obecnych zainteresowaniach żeglarstwem, które zrodziły się na tamtej
ojczystej ziemi.
Wyjazd do Polski nastąpił w 1946r. Wraz z rodzicami i
rodzeństwem zamieszkał w Olecku, z ciągle niespełnioną nadzieją na powrót. Tu
kontynuuje naukę i zdaje maturę w 1951r. Następnie zaczyna studia w Wyższym
Seminarium Duchownym „Hosianum” w Olsztynie (1951- 1956r.). W 1959r. podjął
pracę w kościele
Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie. To
właśnie w tej świątyni organizował z okazji świąt państwowych patriotyczne spotkania. Poprzedzane były
uroczystą mszą świętą za ojczyznę, celebrowaną przez kolejnych biskupów
warmińskich (w tym też ówczesnego biskupa warmińskiego, Józefa Glempa). Udział
w tych uroczystościach brały poczty sztandarowe wszystkich ważnych organizacji,
również kombatanckich, kresowych. Te wyjątkowe nabożeństwa odprawiane były również z tęsknoty za utraconą Macierzą.
Będąc realistą uznał za swoją, tę nową Małą Ojczyznę.
Najpierw, jak
mawiał “z konieczności.” Wkrótce, wciąż wierny tamtej,
pokochał też tę, warmińsko -mazurską, co kiedyś przytuliła w nieszczęściu- tak
jak i nas ziemian.
Odnalazł w niej bogactwo natury, bezmiar lasów i
jezior.
Propagował ideę ochrony tych skarbów. Prowadził
działalność edukacyjną. Pamiętam Jego bardzo ciekawy, tegoroczny wykład - pod
tytułem“ Człowiek współczesny, a problem ekologii,” wygłoszony seniorom, słuchaczom Akademii Trzeciego Wieku
w Olsztynie.
Był też zauroczony zabytkami Olsztyna, w tym
podświetlanymi nocą: kościołem NSPJ, katedrą, zamkiem, ratuszem. Miał uprawnienia
przewodnika turystycznego.
Za liczne zasługi został obdarzony tytułem “Honorowego Obywatela Olsztyna”, czym
się bardzo szczycił, uznając przy tym skromnie, że na to
nie zasłużył.
W 2006r. był wyróżniony statuetką “Osobowość Roku
Warmii i Mazur“ z uzasadnieniem, że umie czynić wokół dobro i pomaga
potrzebującym.
Jeszcze zdążono
nakręcić długi film biograficzny i wywiad z księdzem Infułatem.
Projekcja odbyła się 15 października 2013r. w Olsztynie, w obecności
niezliczonej rzeszy przyjaciół i sympatyków księdza Żołnierkiewicza - tuż przed
Jego odejściem (25 października 2013r.)
Film jest swoistym pomnikiem, zdawałoby się
nieprzemijalnym, zatrzymanym w kadrze. Jednak, jak na przekór- bohater odszedł,
ale nasza pamięć o Nim, wspierana obrazem, będzie wciąż istnieć.
Przywołuję w
swojej pamięci spotkania z księdzem Infułatem, również te “robocze”, poprzedzające nasze ziemiańskie uroczystości
wigilijne.
W tym roku z żalem stwierdzam- nie zdążyłam!
Nie zdążyłam, by w zapełnionym kalendarzu ksiądz
Julian znalazł okienko, aby ustalić dogodny termin spotkania wigilijnego, nie
zdążyłam też wręczyć zaproszenia.
Nie przypuszczaliśmy, że zeszłoroczna ziemiańska kolacja wigilijna będzie ostatnią - z Nim. To
właśnie wtedy, podczas tej szczególnej kolacji, ksiądz Julian wspomnieniem i
chwilą ciszy pożegnał (jedną spośród nas), zmarłą moją siostrę Helenę. W tym
roku my pożegnamy i uczcimy pamięć Jego- naszego kapłana. Tego, który potrafił
swoimi mądrymi homiliami, ciepłym przekazem i współczuciem łagodzić cierpienie
i smutek odchodzenia. Teraz nieprzewidywalny los zaskoczył nas Jego odejściem.
Mamy nadzieję, że nasza pamięć zachowa tamtą wigilijną
modlitwę, odmawianą jak zawsze przez księdza Juliana. Zapamiętamy Jego
uroczysty, piękny tembr głosu, to jak śpiewał z nami kolędy, dzielił się
opłatkiem i z delikatnym uśmiechem składał życzenia.
Po naszym zeszłorocznym spotkaniu - ostatnim wspólnym,
wybierał się jeszcze na kolację wigilijną do swoich przyjaciół żeglarzy. Był
jednym z nich, członkiem Yacht Klubu.
Jego łódź (kiedyś pod pełnymi żaglami), dziś
zacumowana u progu przystani, pozostaje pusta. Błękit warmińskich i mazurskich
jezior oraz tęsknotę za malowniczą wstęgą Niemna, zamienił na nieskończoność
niebiańskich przestworzy.
W dniu 28 października 2013r. ks. Julian
Żołnierkiewicz spoczął w Alei
Zasłużonych na cmentarzu komunalnym przy ulicy Poprzecznej w Olsztynie.
Wśród morza zniczy i kwiatów, na ustawionym wieńcu z
białych róż, powiewa szarfa ze słowami ostatniego pożegnania- od nas ziemian-
z olsztyńskiego oddziału Polskiego
Towarzystwa Ziemiańskiego.
Zachowamy naszego Kapelana we wdzięcznej pamięci.
W imieniu
koleżanek i kolegów
olsztyńskiego
oddziału Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego
Danuta Domanowska -Bogucka Olsztyn, listopad 2013r.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































