27 czerwca jak co roku PTZ O/Olsztyn zorganizował doroczne spotkanie przy ognisku. Na miejsce spotkania wybrano ośrodek wypoczynkowy Guzowy Piec. Podczas spotkanie zachwycano się piękną okolicą smakowano tutejszą kuchnię oraz przeprowadzono degustacje przyniesionych ze sobą wyrobów winnych. Wieczornemu spotkaniu przy ognisku towarzyszyły śpiewy przy akompaniamencie gitary do późnych godzin nocnych.
Historia przedstawia działalność Olsztyńskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego.
Obserwatorzy
niedziela, 26 lutego 2012
16 grudnia 2008 r.
W Klubie Baccalarium odbyła się uroczysta Wigilia. Tradycyjnie dzielono się opłatkiem, śpiewano kolędy, składano życzenia. Gościem honorowym spotkania był jak co roku
ks. inf. dr Julian Żołnierkiewicz duchowy opiekun P.T.Z. o/Olsztyn.
Z okazji Wigilii pani Danuta Bogucka przeczytała swój weirsz
Oto fragment wiersza:
Nadzwyczajność
Wigija to-uroczysty przeddzień-Bożego wcielenia
wielki gest małej Dzieciny
to refleksja i z potknięć oczyszczenie
to oczekiwanie i spełnienie
wzajemność bez słów
ale i samotność smutek
wspomnienia po tych, których zabrakło
Wigilia to bliskość rodziny
ciepły oddech matki, opiekuńczy gest ojca
szeroko otwarte radością oczy dzieci
wypatrujące gwiazdki i prezentów
pod gąszczem choinki
to stół wybielony obrusem i opłatkiem
skrywający źdźbła sianka- -jak w betlejemskim żłóbku
stół polski-w złotej aureoli świecy Caritas
obejmującej ciepłem i darem potrzebujących jak opłatek dzielony z nimi
i pusty talerz dla wędrowca
ks. inf. dr Julian Żołnierkiewicz duchowy opiekun P.T.Z. o/Olsztyn.
Z okazji Wigilii pani Danuta Bogucka przeczytała swój weirsz
Oto fragment wiersza:
Nadzwyczajność
Wigija to-uroczysty przeddzień-Bożego wcielenia
wielki gest małej Dzieciny
to refleksja i z potknięć oczyszczenie
to oczekiwanie i spełnienie
wzajemność bez słów
ale i samotność smutek
wspomnienia po tych, których zabrakło
Wigilia to bliskość rodziny
ciepły oddech matki, opiekuńczy gest ojca
szeroko otwarte radością oczy dzieci
wypatrujące gwiazdki i prezentów
pod gąszczem choinki
to stół wybielony obrusem i opłatkiem
skrywający źdźbła sianka- -jak w betlejemskim żłóbku
stół polski-w złotej aureoli świecy Caritas
obejmującej ciepłem i darem potrzebujących jak opłatek dzielony z nimi
i pusty talerz dla wędrowca
7 wrzesień 2008 rok.
Podobnie jak w zeszłym roku Zarząd Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego w Olsztynie zorganizował wycieczkę. Zwiedzano dwory, pałace i zamki Warmii i Mazur.
Wieś założona w 1336 przez komtura Bałgi Henryka von Muro. W 1468 wieś przeszła w ręce rodu Eulenburgów. Z tego rodu pochodził m.in. Gotfryd von Eulenburg (1670-1734), kanonik warmiński, fundator kaplic we Fromborku i Wozławkach.
Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego Heinrich Reuss von Plauen w roku 1486 przekazał, za poniesione zasługi, pochodzącemu z Saksonii rycerzowi Wend Illeburgowi na mocy nadania, tereny położone na obszarze zamieszkanym przez pruskie plemię Galindów. W Galinach stał wówczas niewielki, murowany kościół z połowy XIV wieku a cały obszar zajmował powierzchnię 114 włók. Przodkowie rodu Eulenburgów osiedlili się w Galinach, Wykach i Sątocznie, skąd przenieśli się do Prosny.
Pałac został wybudowany dla barona Botho zu Eulenburga w 1589 roku. Usytuowany na wzniesieniu, miał początkowo charakter obronny. Jest jednym z nielicznych przykładów architektury renesansowej, zachowanych na terenach dawnych Prus Książęcych.
W roku 1709 Eulenburgowie (jeden z najstarszych i największych rodów szlacheckich na tych ziemiach), w uznaniu zasług, otrzymali tytuł baronów, a później w 1786 r. tytuł hrabiów. Wywodzący się z Galin, Gottfried Heinrich zu Eulenburg po tragicznej śmierci żony i dziecka przeszedł na katolicyzm, został kanonikiem warmińskim, a następnie ufundował kaplicę we Fromborku i Wozławkach.
W roku 1945 pałac został splądrowany, a jego ostatni właściciel, hrabia Botho Wend zu Eulenburg, zmarł podczas wywózki na Sybir. Tak skończyło się bytowanie Eulenburgów na tych ziemiach, które trwało nieprzerwanie od czasów średniowiecza, prawie 500 lat. Wkrótce po zakończeniu działań wojennych i przejęciu przez skarb państwa całego majątku obiekt zaczął powoli popadać w ruinę, a pałac i park niszczały. Tuż po wojnie zaczęto organizować w nim kolonie dla dzieci, a przez następne pięćdziesiąt lat, mimo prób jego ratowania, obiekt został całkowicie zdewastowany. Dopiero w 1995 roku, na skutek działań nowych właścicieli rozpoczęła się gruntowna renowacja, która doprowadziła kompleks do obecnego stanu.
Obecnie majątek Galiny obejmuje zespół pałacowo-parkowy i folwark ze stadniną koni, pensjonatem i gospodą.
W Smolajnach znajduje się dawna letnia rezydencja biskupów warmińskich wybudowana w stylu rokoko w latach 1741-1746 z inicjatywy biskupa Adama Stanisława Grabowskiego. Pałac był ulubionym miejscem pobytu słynnego satyryka i bajkopisarza biskupa Ignacego Krasickiego. Biskup Krasicki urządził tu piękny park i wybudował wieżę bramną (1765) oraz oficynę. Obecnie budynek pałacu użytkowany jest przez Technikum Rolnicze.
Oprócz pałacu zachowały się wieża bramna i dobudowany do niej parterowy budynek mieszkalny. We wsi również XVIII i XIX-wieczne domy mieszkalne.
Na wzniesieniu od północno-zachodniej strony pałacu znajduje się dworek myśliwski z końca XVIII w. We wsi natomiast kapliczka i dom z początku XIX w.
Sanktuarium w Stoczku posiada tytuł bazyliki mniejszej nadany przez papieża Jana Pawła II 19 maja 1987 r. W części klasztornej sanktuarium znajduje się izba pamięci kardynała Stefana Wyszyńskiego. Od 1957 r. sanktuarium opiekują się księża marianie, znani z wzniesienia świątyni w Licheniu.
Kościół pw. Nawiedzenia NMP w Stoczku wybudowano jako wotum dziękczynne biskupa Mikołaja Szyszkowskiego po zakończeniu wojny ze Szwecją. Kościół w formie rotundy wybudowano w latach 1639-1641. Opiekę nad świątynią biskup Szyszkowski powierzył bernardynom sprowadzonym tu z Barczewa. Zakonnicy mieszkali początkowo w zabudowaniach drewnianych. Biskup warmiński Jan Wydżga w 1666 r. ufundował murowany klasztor parterowy. W czasie rządów biskupa Załuskiego na wzór Świętej Lipki rozpoczęto budowę obejść krużgankowych (1708-1714) wraz z kaplicami narożnymi. Budowę ich zakończono w czasach biskupa Potockiego, a także rozbudowano klasztor. Trzyskrzydłowa budowla od wschodu niczym podkowa dotykając obejść krużgankowych stworzyła wewnętrzny dziedziniec klasztorny. Biskup Potocki był też fundatorem dobudowanego do rotundy prezbiterium. Bernardyni po dekrecie kasacyjnym z 1810 r. ostatecznie zakończyli działalność ze śmiercią ostatniego zakonnika w 1826 r. Klasztor przejęty został przez władze pruskie. W czasach biskupa Hattena sanktuarium zwrócono diecezji warmińskiej. Klasztor przeznaczono na dom rekolekcyjny. W 1909 dobudowano jeszcze jedno piętro nad dawnym klasztorem, a do kościelnego wejścia kruchtę. W kruchcie znajduje się jeden z trzech marmurowych portali, którymi ozdobiona została barokowa świątynia.
Na sklepieniach krużganków i w kaplicach narożnych znajdują się malowidła ścienne przypisywane Maciejowi Meyerowi. W krużgankach wiszą stiukowe płaskorzeźby Drogi Krzyżowej wykonane przez Krzysztofa Perwangera, autora rzeźb w Świętej Lipce. Obrazy naścienne w krużgankach stoczkowskich są w dużo gorszym stanie w porównaniu do świętolipskich fresków. Kaplice narożne posiadają następujące tytuły: św. Kajetana, pw. Krzyża Świętego, św. Walentego i św. Jana Nepomucena.
W ołtarzu głównym wykonanym w 1713 przez Krzysztofa Peuckera znajduje się obraz M.B. Stoczkowskiej (kopia obrazu "Salus Populi Romani" z Rzymu) sprowadzony tu przez biskupa Mikołaja Szyszkowskiego. Obraz jest okryty srebrną sukienką z 1687 r. Na obrazie zawieszone są bursztynowe korale – wotum kardynała Stefana Wyszyńskiego.
W lewym ołtarzu znajduje się obraz św. Anny Samotrzeciej ozdobiony także metalową sukienka i koronami na początku XVIII w. W prawym ołtarzu bocznym znajduje się obraz św. Franciszka. W kościele jest również okryty srebrną sukienką obraz św. Antoniego (z prawdziwym wizerunkiem), sprowadzony z Włoch w 1695 r. Na uwagę w świątyni zasługuje wykuta z żelaza w 1738 r. przez kowala z Dobrego Miasta ambona. Ozdobą kościoła jest także chór z organami w pierwotnej formie z 1695 r. Współczesną ozdobą kościoła jest epitafium kardynała Stefana Wyszyńskiego poświęcone przez prymasa Józefa Glempa w 1982 r. Pod posadzką kościoła znajdują się krypty, gdzie spoczywa m.in. kasztelan kijowski Stanisław Potocki – brat biskupa Potockiego.
LIDZBARK WARMIŃSKI.
Staropruska osada leżąca na pograniczu ziem Warmów i Bartów – Lecbarg – już w 1240 r. została podbita przez Krzyżaków. W tym roku pojawiła się pierwsza wzmianka o Lidzbarku. Rok później mieścił się tu już drewniany zamek. Już w 1242 r. wybuchło powstanie (1242–1249) uciemiężonych Prusów przeciwko krzyżackiemu najeźdźcy. Lecbarg został odbity z rąk zakonników i doszczętnie zniszczony. W następnym roku gród wrócił do Krzyżaków. Zamek przekazany został w 1251 r. pierwszemu biskupowi diecezji warmińskiej Anzelmowi
W 1260 r. wybuchło kolejne, II powstanie pruskie, w tym także roku bp Anzelm wydał dekret erekcji kapituły warmińskiej. Po uciążliwym oblężeniu w 1261 r. dowodzonym przez wodzów pruskich, Warmijczyka Glappo oraz Auktumo z Pomezanii, Lecbarg wrócił do pierwszych właścicieli. W 1274 r. osada powróciła do rąk Krzyżaków.
Trzeci rezydujący tu biskup warmiński, Eberhard z Nysy na Górnym Śląsku, nadał 12 sierpnia 1308 r. prawo miejskie lokacji chełmińskiej. Fakt, iż założyciel miasta pochodził ze Śląska wpłynął na wygląd miasta. Do nowo powstałego miasta napływali osadnicy niemieccy i polscy ze Śląska właśnie.
Budowę zamku rozpoczęto w widłach Łyny i wpadającej do niej Symsarny, a miasta na przeciwległym ciasnym półkolu Łyny. Jeszcze w XIV w. wybudowano ratusz, kościół i szpital. Pierwszy drewniany kościół wyświęcono w 1315 r. W drugiej połowie XIV w. zaczęto otaczać miasto murami z basztami i bramami.
Już ok. 1390 r. pomyślano o budowie wodociągu, który działał do 1904 r. Wszystko to miasto zawdzięczało Janowi z Miśni, który w 1350 r. wybrał miasto jako siedzibę dla biskupów warmińskich. W tym także roku rozpoczął on budowę murowanego zamku. Tutaj skupiła się centralna administracja biskupstwa, stanowiono prawa, odbywano sądy; tutaj kwitło życie kulturalne i dyplomatyczne, funkcjonowała szkoła.
W 1410 r. Lidzbark wystawił swoją armię w bitwie pod Grunwaldem; chorągiew biskupa Henryka Vogelsanga została rozbita. Miasto musiało na krótko uznać władzę króla polskiego. Rok później lidzbarski zamek wybrał na swą siedzibę wielki mistrz Henryk von Plauen i rezydował w nim dwa lata. W 1414 r. Lidzbark Warmiński został spalony przez oblegające miasto wojska polskie. W czerwcu 1440 r. Lidzbark na zjeździe w Elblągu przystąpił do Związku Pruskiego i uznał władzę króla polskiego. Biskupstwo warmińskie obdarzone zostało fotelem senatorskim w 1497 r.
W 1672 r. Lidzbark bronił się przed najazdem wojsk szwedzkich. W latach 1703–1709 Lidzbark okupowali Szwedzi, a w 1703 r. król Szwecji Karol XII spędzał tu zimę. W Lidzbarku zapadła decyzja, aby królem Polski został Stanisław Leszczyński. W latach 1767–1795 biskupem warmińskim był Ignacy Krasicki. Po pierwszym rozbiorze Polski w 1772 r. Warmia trafiła do państwa pruskiego. Biskupi i kapituła stracili swą władzę, kraj podzielono na powiaty, a na zamku usytuowano garnizon. Po drugim rozbiorze Ignacy Krasicki opuścił Warmię, a po jego śmierci rezydencja biskupów została przeniesiona do Olsztyna.
10 czerwca 1807 r. miała miejsce bitwa pod Lidzbarkiem Warmińskim. Lidzbark Warmiński z racji swojego położenia stał się głównym ośrodkiem dowodzenia Rosjan i Prusaków przeciw Francuzom. W 1816 i 1818 r. rozebrano bramy: Kościelną, Młyńską i Zamkową, gdyż utrudniały one komunikację. W latach 1821–1823 powstał pierwszy na ziemi warmińskiej kościół ewangelicki. Podczas I wojny światowej w 1914 r. przez pięć dni Lidzbark był okupowany przez wojska rosyjskie. W latach 1914–1919 w pobliżu Lidzbarka Warmińskiego działał duży obóz jeniecki.
W 1937 miała miejsce tzw. "wojna różańcowa" – napad policji na młodzieżowe poczty sztandarowe podczas procesji Bożego Ciała. Po "wyzwoleniu" przez Armię Czerwoną w 1945 r. miasto było zrujnowane w 80%.
W 1945 r. miasto włączono do Polski. W kolejnych latach Lidzbark został zaludniony i przystosowany do życia przez ludność napływową z Polski centralnej oraz Kresów, a także w części przez ludność niemiecką (pogranicze obecnego obw. kaliningradzkiego i Litwy) uciekającą przed armią sowiecką (reszta autochtonów – Niemcy i Warmiacy – w większości uciekli wraz z armią hitlerowską albo wyemigrowali z Lidzbarka do Republiki Federalnej Niemiec po 1956 roku).
W 1958 roku podjęto decyzję o nieodbudowaniu z ruin Starego i Nowego Miasta, a w następnych dziesięcioleciach na pozostałościach lidzbarskiej Starówki wzniesiono betonowe blokowiska. Wyburzono również wiele cennych zabytkowych budynków, między innymi osiemnastowieczne domy w rejonie Placu Młyńskiego i ulicy Klasztornej i dziewiętnastowieczną pierzeję ulicy Wysokiej Bramy.
GALINY.
Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego Heinrich Reuss von Plauen w roku 1486 przekazał, za poniesione zasługi, pochodzącemu z Saksonii rycerzowi Wend Illeburgowi na mocy nadania, tereny położone na obszarze zamieszkanym przez pruskie plemię Galindów. W Galinach stał wówczas niewielki, murowany kościół z połowy XIV wieku a cały obszar zajmował powierzchnię 114 włók. Przodkowie rodu Eulenburgów osiedlili się w Galinach, Wykach i Sątocznie, skąd przenieśli się do Prosny.
| Galiny |
Pałac został wybudowany dla barona Botho zu Eulenburga w 1589 roku. Usytuowany na wzniesieniu, miał początkowo charakter obronny. Jest jednym z nielicznych przykładów architektury renesansowej, zachowanych na terenach dawnych Prus Książęcych.
W roku 1709 Eulenburgowie (jeden z najstarszych i największych rodów szlacheckich na tych ziemiach), w uznaniu zasług, otrzymali tytuł baronów, a później w 1786 r. tytuł hrabiów. Wywodzący się z Galin, Gottfried Heinrich zu Eulenburg po tragicznej śmierci żony i dziecka przeszedł na katolicyzm, został kanonikiem warmińskim, a następnie ufundował kaplicę we Fromborku i Wozławkach.
W roku 1945 pałac został splądrowany, a jego ostatni właściciel, hrabia Botho Wend zu Eulenburg, zmarł podczas wywózki na Sybir. Tak skończyło się bytowanie Eulenburgów na tych ziemiach, które trwało nieprzerwanie od czasów średniowiecza, prawie 500 lat. Wkrótce po zakończeniu działań wojennych i przejęciu przez skarb państwa całego majątku obiekt zaczął powoli popadać w ruinę, a pałac i park niszczały. Tuż po wojnie zaczęto organizować w nim kolonie dla dzieci, a przez następne pięćdziesiąt lat, mimo prób jego ratowania, obiekt został całkowicie zdewastowany. Dopiero w 1995 roku, na skutek działań nowych właścicieli rozpoczęła się gruntowna renowacja, która doprowadziła kompleks do obecnego stanu.
Obecnie majątek Galiny obejmuje zespół pałacowo-parkowy i folwark ze stadniną koni, pensjonatem i gospodą.
SMOLAJNY.
Wieś lokowana w 1290 roku przez biskupa warmińskiego Henryka Fleminga na 32 włókach. Smolajny były folwarkiem biskupim, a od 1350 roku letnią rezydencją biskupów warmińskich. Wieś zniszczyły w 1414 roku wojska polsko-litewskie. Potem część domostw spaliła się podczas wojny polsko-krzyżackiej w 1519 - 1521 roku. Wsi nie oszcędzili także Szwedzi. Za każdym razem jednak szybko likwidowano straty. W 1557 roku brat biskupa warmińskiego Stanisława Hozjusza- Jan Hozjusz przeniósł do Smolajn siedzibę komornictwa dobromiejskiego. W 1656 roku folwark obejmował 32 włóki, istniała również stadnina koni. W czasie wojny północnej wieś odbudował biskup warmiński Teodor Potocki. Natomiast barokowy pałac i brame wjazdową w latach 1741 - 1746 wybudował biskup warmiński Adam Stanisław Grabowski. Z kolei ogrody i park założył biskup warmiński Ignacy Krasicki, który gościł tu wiele wybitnych osobistości. Po 1945 roku wieś sołecka. Bezpośrednio po II wojnie światowej spędzali tu wakacje studenci Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, którzy zbudowali tu drewnianą kaplicę. Następnie zlokalizowano tu szkołę rolniczą i technikum rachunkowości. Mieszkańcy: w 1818 roku - 276 osób, w 1939 roku - 721 osób, w 1988 roku - 486 osób.
| Brama wschodnia |
| Brama główna. |
W Smolajnach znajduje się dawna letnia rezydencja biskupów warmińskich wybudowana w stylu rokoko w latach 1741-1746 z inicjatywy biskupa Adama Stanisława Grabowskiego. Pałac był ulubionym miejscem pobytu słynnego satyryka i bajkopisarza biskupa Ignacego Krasickiego. Biskup Krasicki urządził tu piękny park i wybudował wieżę bramną (1765) oraz oficynę. Obecnie budynek pałacu użytkowany jest przez Technikum Rolnicze.
Oprócz pałacu zachowały się wieża bramna i dobudowany do niej parterowy budynek mieszkalny. We wsi również XVIII i XIX-wieczne domy mieszkalne.
Na wzniesieniu od północno-zachodniej strony pałacu znajduje się dworek myśliwski z końca XVIII w. We wsi natomiast kapliczka i dom z początku XIX w.
STOCZEK.
Wieś Stoczek 18 listopada 1349 lokował biskup warmiński Herman z Pragi. Wieś lokowano na 40 włókach według prawa chełmińskiego, powstała na terenie parafii Kiwity i obecnie znajduje się na terenie gminy Kiwity. W Stoczku przed wybudowaniem kościoła znajdowała się kaplica, gdzie przedmiotem kultu była pierwotnie figurka Matki Bożej.Sanktuarium w Stoczku posiada tytuł bazyliki mniejszej nadany przez papieża Jana Pawła II 19 maja 1987 r. W części klasztornej sanktuarium znajduje się izba pamięci kardynała Stefana Wyszyńskiego. Od 1957 r. sanktuarium opiekują się księża marianie, znani z wzniesienia świątyni w Licheniu.
Kościół pw. Nawiedzenia NMP w Stoczku wybudowano jako wotum dziękczynne biskupa Mikołaja Szyszkowskiego po zakończeniu wojny ze Szwecją. Kościół w formie rotundy wybudowano w latach 1639-1641. Opiekę nad świątynią biskup Szyszkowski powierzył bernardynom sprowadzonym tu z Barczewa. Zakonnicy mieszkali początkowo w zabudowaniach drewnianych. Biskup warmiński Jan Wydżga w 1666 r. ufundował murowany klasztor parterowy. W czasie rządów biskupa Załuskiego na wzór Świętej Lipki rozpoczęto budowę obejść krużgankowych (1708-1714) wraz z kaplicami narożnymi. Budowę ich zakończono w czasach biskupa Potockiego, a także rozbudowano klasztor. Trzyskrzydłowa budowla od wschodu niczym podkowa dotykając obejść krużgankowych stworzyła wewnętrzny dziedziniec klasztorny. Biskup Potocki był też fundatorem dobudowanego do rotundy prezbiterium. Bernardyni po dekrecie kasacyjnym z 1810 r. ostatecznie zakończyli działalność ze śmiercią ostatniego zakonnika w 1826 r. Klasztor przejęty został przez władze pruskie. W czasach biskupa Hattena sanktuarium zwrócono diecezji warmińskiej. Klasztor przeznaczono na dom rekolekcyjny. W 1909 dobudowano jeszcze jedno piętro nad dawnym klasztorem, a do kościelnego wejścia kruchtę. W kruchcie znajduje się jeden z trzech marmurowych portali, którymi ozdobiona została barokowa świątynia.
Na sklepieniach krużganków i w kaplicach narożnych znajdują się malowidła ścienne przypisywane Maciejowi Meyerowi. W krużgankach wiszą stiukowe płaskorzeźby Drogi Krzyżowej wykonane przez Krzysztofa Perwangera, autora rzeźb w Świętej Lipce. Obrazy naścienne w krużgankach stoczkowskich są w dużo gorszym stanie w porównaniu do świętolipskich fresków. Kaplice narożne posiadają następujące tytuły: św. Kajetana, pw. Krzyża Świętego, św. Walentego i św. Jana Nepomucena.
W ołtarzu głównym wykonanym w 1713 przez Krzysztofa Peuckera znajduje się obraz M.B. Stoczkowskiej (kopia obrazu "Salus Populi Romani" z Rzymu) sprowadzony tu przez biskupa Mikołaja Szyszkowskiego. Obraz jest okryty srebrną sukienką z 1687 r. Na obrazie zawieszone są bursztynowe korale – wotum kardynała Stefana Wyszyńskiego.
W lewym ołtarzu znajduje się obraz św. Anny Samotrzeciej ozdobiony także metalową sukienka i koronami na początku XVIII w. W prawym ołtarzu bocznym znajduje się obraz św. Franciszka. W kościele jest również okryty srebrną sukienką obraz św. Antoniego (z prawdziwym wizerunkiem), sprowadzony z Włoch w 1695 r. Na uwagę w świątyni zasługuje wykuta z żelaza w 1738 r. przez kowala z Dobrego Miasta ambona. Ozdobą kościoła jest także chór z organami w pierwotnej formie z 1695 r. Współczesną ozdobą kościoła jest epitafium kardynała Stefana Wyszyńskiego poświęcone przez prymasa Józefa Glempa w 1982 r. Pod posadzką kościoła znajdują się krypty, gdzie spoczywa m.in. kasztelan kijowski Stanisław Potocki – brat biskupa Potockiego.
LIDZBARK WARMIŃSKI.
Staropruska osada leżąca na pograniczu ziem Warmów i Bartów – Lecbarg – już w 1240 r. została podbita przez Krzyżaków. W tym roku pojawiła się pierwsza wzmianka o Lidzbarku. Rok później mieścił się tu już drewniany zamek. Już w 1242 r. wybuchło powstanie (1242–1249) uciemiężonych Prusów przeciwko krzyżackiemu najeźdźcy. Lecbarg został odbity z rąk zakonników i doszczętnie zniszczony. W następnym roku gród wrócił do Krzyżaków. Zamek przekazany został w 1251 r. pierwszemu biskupowi diecezji warmińskiej Anzelmowi
W 1260 r. wybuchło kolejne, II powstanie pruskie, w tym także roku bp Anzelm wydał dekret erekcji kapituły warmińskiej. Po uciążliwym oblężeniu w 1261 r. dowodzonym przez wodzów pruskich, Warmijczyka Glappo oraz Auktumo z Pomezanii, Lecbarg wrócił do pierwszych właścicieli. W 1274 r. osada powróciła do rąk Krzyżaków.
Trzeci rezydujący tu biskup warmiński, Eberhard z Nysy na Górnym Śląsku, nadał 12 sierpnia 1308 r. prawo miejskie lokacji chełmińskiej. Fakt, iż założyciel miasta pochodził ze Śląska wpłynął na wygląd miasta. Do nowo powstałego miasta napływali osadnicy niemieccy i polscy ze Śląska właśnie.
Budowę zamku rozpoczęto w widłach Łyny i wpadającej do niej Symsarny, a miasta na przeciwległym ciasnym półkolu Łyny. Jeszcze w XIV w. wybudowano ratusz, kościół i szpital. Pierwszy drewniany kościół wyświęcono w 1315 r. W drugiej połowie XIV w. zaczęto otaczać miasto murami z basztami i bramami.
Już ok. 1390 r. pomyślano o budowie wodociągu, który działał do 1904 r. Wszystko to miasto zawdzięczało Janowi z Miśni, który w 1350 r. wybrał miasto jako siedzibę dla biskupów warmińskich. W tym także roku rozpoczął on budowę murowanego zamku. Tutaj skupiła się centralna administracja biskupstwa, stanowiono prawa, odbywano sądy; tutaj kwitło życie kulturalne i dyplomatyczne, funkcjonowała szkoła.
W 1410 r. Lidzbark wystawił swoją armię w bitwie pod Grunwaldem; chorągiew biskupa Henryka Vogelsanga została rozbita. Miasto musiało na krótko uznać władzę króla polskiego. Rok później lidzbarski zamek wybrał na swą siedzibę wielki mistrz Henryk von Plauen i rezydował w nim dwa lata. W 1414 r. Lidzbark Warmiński został spalony przez oblegające miasto wojska polskie. W czerwcu 1440 r. Lidzbark na zjeździe w Elblągu przystąpił do Związku Pruskiego i uznał władzę króla polskiego. Biskupstwo warmińskie obdarzone zostało fotelem senatorskim w 1497 r.
W 1672 r. Lidzbark bronił się przed najazdem wojsk szwedzkich. W latach 1703–1709 Lidzbark okupowali Szwedzi, a w 1703 r. król Szwecji Karol XII spędzał tu zimę. W Lidzbarku zapadła decyzja, aby królem Polski został Stanisław Leszczyński. W latach 1767–1795 biskupem warmińskim był Ignacy Krasicki. Po pierwszym rozbiorze Polski w 1772 r. Warmia trafiła do państwa pruskiego. Biskupi i kapituła stracili swą władzę, kraj podzielono na powiaty, a na zamku usytuowano garnizon. Po drugim rozbiorze Ignacy Krasicki opuścił Warmię, a po jego śmierci rezydencja biskupów została przeniesiona do Olsztyna.
10 czerwca 1807 r. miała miejsce bitwa pod Lidzbarkiem Warmińskim. Lidzbark Warmiński z racji swojego położenia stał się głównym ośrodkiem dowodzenia Rosjan i Prusaków przeciw Francuzom. W 1816 i 1818 r. rozebrano bramy: Kościelną, Młyńską i Zamkową, gdyż utrudniały one komunikację. W latach 1821–1823 powstał pierwszy na ziemi warmińskiej kościół ewangelicki. Podczas I wojny światowej w 1914 r. przez pięć dni Lidzbark był okupowany przez wojska rosyjskie. W latach 1914–1919 w pobliżu Lidzbarka Warmińskiego działał duży obóz jeniecki.
W 1937 miała miejsce tzw. "wojna różańcowa" – napad policji na młodzieżowe poczty sztandarowe podczas procesji Bożego Ciała. Po "wyzwoleniu" przez Armię Czerwoną w 1945 r. miasto było zrujnowane w 80%.
W 1945 r. miasto włączono do Polski. W kolejnych latach Lidzbark został zaludniony i przystosowany do życia przez ludność napływową z Polski centralnej oraz Kresów, a także w części przez ludność niemiecką (pogranicze obecnego obw. kaliningradzkiego i Litwy) uciekającą przed armią sowiecką (reszta autochtonów – Niemcy i Warmiacy – w większości uciekli wraz z armią hitlerowską albo wyemigrowali z Lidzbarka do Republiki Federalnej Niemiec po 1956 roku).
W 1958 roku podjęto decyzję o nieodbudowaniu z ruin Starego i Nowego Miasta, a w następnych dziesięcioleciach na pozostałościach lidzbarskiej Starówki wzniesiono betonowe blokowiska. Wyburzono również wiele cennych zabytkowych budynków, między innymi osiemnastowieczne domy w rejonie Placu Młyńskiego i ulicy Klasztornej i dziewiętnastowieczną pierzeję ulicy Wysokiej Bramy.
LIST OTWARTY
Na prośbę pana Jerzego Rydzewskiego publikujemy treść listu otwartego, przysłanego do naszego oddziału. List jest wyrazem tragicznego i smutnego losu ziemian w powojennej Polsce.
LIST OTWARTY
do Prezydenta i Premiera Rządu
Rzeczypospolitej Polskiej
w sprawie rewindykacji krzywd reformy rolnej z roku 1944
Szanowni Panowie,
Możecie tego dokonać – reprezentując obecnie w Polsce urzędy dysponujące, jak nigdy przedtem, mocą sprawczą o sile wyjątkowej, której nikt i nic z powojennych układów pro-sowieckich nie jest w stanie teraz zawetować.
W uzasadnieniu tego apelu przedstawiam opis-relację jak to było w 1939 roku i później w przypadku mojej rodziny.
Przed wybuchem II Wojny Światowej mieszkaliśmy we wsi Dreństwo (koło Rajgrodu, obecne woj. podlaskie), gdzie posiadaliśmy około 300 ha majątek ziemski zarządzany przez mojego ojca Jana Rydzewskiego, jako spadkobiercy dziadka Teofila, wówczas już w wieku 75 lat.
Słów kilka o dziadku Teofilu – urodzony jeszcze pod zaborem rosyjskim w 1864 r., odbył służbę wojskową w wojsku carskim, a po zwolnieniu, znalazłszy się bez środków do życia, wyjechał „za chlebem” do Stanów Zjednoczonych. Wrócił do kraju po kilku latach na wezwanie ze strony bezdzietnego stryja, który zapisał mu w spadku majątek Dreństwo.
Krótko po 17 września 1939 roku dom nasz zaczęli nawiedzać sowieccy najeźdźcy, strasząc pepeszami wycelowanymi w naszym kierunku. Nie były to, jak widać, wizyty kurtuazyjne: najpierw zabrali ojcu dubeltówkę i broń krótką oraz kilka cennych przedmiotów z domu, później pojawiali się jeszcze kilkakrotnie, zawsze po to, aby coś jeszcze zrabować. Pozorny spokój, bezpośrednio po zajęciu kraju, przerywany tymi aktami terroru, zamienił się wkrótce w nieustanny lęk, gdyż okupant przystąpił do akcji wywożenia w głąb ZSRR tak zwanych wrogów ludu i nowego ustroju „sprawiedliwości społecznej”. Ojciec z racji przynależności do klasy posiadającej stał się najbardziej zagrożony, opuścił więc dom i zaczął się ukrywać – była to jakaś gajówka w lesie, gdzie spał na strychu pod dziurawym dachem, oglądając w nocy gwiazdy na zimowym nieboskłonie, a śnieg leżał przy jego posłaniu nie topniejąc.
Dziadek Teofil pozostawał z nami, to jest naszą mamą Lucyną z dwojgiem małych dzieci – miałem wtedy 4 lata, a mój brat Zbigniew około 1 roku. Dziadek pomimo ostrzeżeń ze strony przyjaciół nie chciał opuścić domu i się ukryć, powtarzając: „mnie starego nie wezmą, po co mam się tułać gdzieś po świecie”. Jakże się mylił – wzięli, zasądzili jako wroga ludu na 8 lat ciężkich robót i wywieźli do ZSRR. Na nic się zdała petycja mieszkańców wsi Dreństwo, którzy chcieli go ratować, pamiętając jego dobroć oraz pomoc i wsparcie w trudnych chwilach ich życia.
Dziadek Teofil zmarł półtora roku później w łagrze pod Moskwą z wyczerpania na skutek niewolniczej pracy i głodu.
Nastała władza ludowa, a raczej sowiecka, której ukazem mamę wraz z dziećmi wysiedlono z dworu z dobytkiem ograniczonym do tego, co mogła unieść – znaleźliśmy schronienie u chłopskiej rodziny we wsi Dreństwo. Mniej więcej w tym samym czasie ojcu udało się zbiec do rodziny w Warszawie, wtedy już pod okupacją niemiecką. W niedługim czasie po tych wydarzeniach, a była to już niezwykle mroźna zima lat 1939/40 – mróz sięgał do – 400C, mamę ostrzeżono, że jest na liście do wywózki do ZSRR. Trzeba się było ratować, ale jak tego dokonać słabej kobiecie z dwojgiem nieletnich dzieci!? – Dwaj synowie naszej gosposi Pauliny Wiszowatej, Mieczysław i Bronisław, przyszli z bezinteresowną pomocą – podjęli wezwanie przeprowadzenia mamy z maluchami przez tak zwaną „zieloną granicę”, wtedy zasypaną głębokim śniegiem i skutą lutym mrozem. Kilka dni czekano, aż mróz nieco odpuści. Odpuścił, ale tylko do – 250C i ... poszli, brnąc przez zaspy i z duszą na ramieniu, aby nie natrafić na posterunek graniczny. Mieczysław niósł mnie za pazuchą, a Bronisław mojego brata Zbigniewa. Udało się – dotarliśmy niemal cudem do Warszawy, też okupowanej, ale w danych okolicznościach tutaj były większe możliwości przeżycia. Ponadto rodzina znowu była w komplecie – brakowało nam tylko bardzo dziadka Teofila, który przepadł, bo nie przypuszczał, że reżim sowiecki może być aż tak podły.
Ale „tempora mutantur” – w 1941 roku zmienia się obraz okupacji Polski i polskie ziemie wschodnie znalazły się we władaniu Niemców, którzy mieli bardziej tolerancyjny stosunek do ziemiaństwa. Ponadto, trudno było mojej rodzinie nadal korzystać z gościnności krewnych w Generalnej Gubernii w Warszawie, a następnie u rodziców mamy w Konopiskach pod Częstochową. Wracamy w rodzinne strony, co nie oznacza, że na własne gospodarstwo, gdyż na dworze okupant osadził swojego zarządcę – Austriaka, rolnika spod Wiednia. Początkowo przebywamy u znajomych - państwa Mościckich, właścicieli gospodarstwa rybackiego i młyna na Wojdach pod Rajgrodem. Ojciec znajduje zatrudnienie jako gajowy –zamieszkujemy w gajówce na Bielaku należącej do leśnictwa Orzechówka, niedaleko Woźnej Wsi. Trwało to czas jakiś – może z rok, dopóki austriacki zarządca majątku Dreństwo nie dowiedział się, że wypędzony właściciel, pędzi życie gajowego w pobliskim sąsiedztwie. Ojciec otrzymuje ofertę nie do odrzucenia, aby wrócić do majątku na stanowisko ekonoma – nadzorcy całości prac „w polu i na zagrodzie” – była nawet propozycja zamieszkania we dworze razem z Austriakiem, ale rodzice uważali za bardziej właściwe w tych okolicznościach zamieszkanie we wsi w wynajętym pokoju z używalnością kuchni u przychylnej nam rodziny Waśkiewiczów. Tak trwało, dopóki nie odwróciły się losy wojny i ponowne nadejście sowietów stało się nieuchronne. Austriak okazał się porządnym facetem i zanim spakował się sam do odwrotu wezwał do siebie ojca i powiedział: Johann, bierz dwa najlepsze konie i jednego luzaka, furę, pakuj dobytek i uchodź z Dreństwa – dla Rosjan jako ziemianin będziesz wrogiem społecznym i wszystko może się zdarzyć, jeżeli zastaną was w Dreństwie. Znowu powędrowaliśmy do rodziny w Warszawie - tym razem wozem drabiniastym. Było lato 1944 roku, wojna miała się ku końcowi, ale my mieliśmy jeszcze przeżyć najgorsze – Powstanie Warszawskie. Było wypędzenie nas z domu przed jego podpaleniem, przejście pod kulami do domu zakonnego „Roma”, a stamtąd po kilku dniach przemarsz przez płonącą Warszawę w obstawie Niemców a następnie Własowców do Pruszkowa. Stąd miejscem docelowym pierwszych konwojów był Oświęcim. Zrządzeniem opatrzności jeszcze raz mieliśmy szczęście – obóz w Oświęcimiu był już przepełniony i skierowano nasz pociąg do Reichu w okolicach Stuttgart’u na roboty przymusowe. Tutaj doczekaliśmy wyzwolenia przez wojska amerykańskie. Dalsze koleje naszego losu to repatriacja, chociaż nie było do czego wracać – los naszego domu i majątku dokonał się jeszcze przed naszym powrotem do kraju dekretem o reformie rolnej. Byliśmy bezdomni i chociaż nasz dom stał nienaruszony, przestał już być naszym domem. Mogła być Kanada, Australia, inne miejsca na ziemi, gdzie człowiek mógł godnie zacząć nowe życie – ojciec chciał jednak wracać do Polski, która była Ojczyzną jego i jego przodków. Wróciliśmy. Przygarnęli nas rodzice mamy w Konopiskach. Ojciec zaczął szukać pracy i mieszkania wędrując po kraju – ostatecznie osiedliśmy w Gdańsku. Dalekie i nieosiągalne Dreństwo było wciąż tematem naszych wspomnień, żyło w naszej wyobraźni i podświadomości. Nawet raz odważyliśmy się tam pojechać. Był to wyjazd mojej mamy ze mną po jakieś rzeczy, które przechowała dla nas nasza dawna gosposia, Paulina Wiszowata. Byliśmy w Dreństwie tylko dwa dni. Już na trzeci dzień do gosposi zajechał gazik z Urzędu Bezpieczeństwa i zaczęło się wypytywanie, czego ta dziedziczka tutaj szukała. Byli czujni... Życie w PRL’u z piętnem wroga społecznego z samej tylko racji pochodzenia społecznego, zwłaszcza we wczesnym okresie trwania tej zniewolonej Polski, było dla moich rodziców pasmem prywacji i upokorzeń. Nie doczekali niepodległej Polski, zmarli zbyt wcześnie w poczuciu krzywdy, która im się stała niezasłużenie.
Opisałem w niemal telegraficznym skrócie swój i swojej rodziny los człowieczy, pojedynczy ciąg zdarzeń – każda rodzina ziemiańska w Polsce mogłaby dopisać tutaj swoją historię w PRL’u, mniej lub bardziej smutną, a może także tragiczną – powstałaby saga obejmująca losy tysięcy skrzywdzonych bez umiaru rodzin ziemiańskich.
Aby stworzyć sobie zaledwie zgrubne pojęcie jak haniebnie postąpiono z klasą ziemiańską wystarczy zacytować tylko:
§ 11. (1) Przejęciu od właścicieli ziemskich nie podlegają:
a) przedmioty służące do osobistego użytku właściciela przejmowanego majątku i członków jego rodziny, jak np.: ubrania, obuwie, pościel, biżuteria, meble, naczynia kuchenne itp., nie mające związku z prowadzeniem gospodarstwa rolnego oraz jeżeli nie posiadają wartości naukowej, artystycznej lub muzealnej,
b) zapasy artykułów spiżarni domowej,
c) zwierzęta i ptaki pokojowe.
z Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 1 marca 1945 r. w sprawie wykonania dekretu PKWN z dnia 6 września 1944r. o przeprowadzeniu reformy rolnej.
Wszystko inne podlegało przejęciu, a człowiek wyrzucony w ten sposób na bruk nie miał nawet gdzie podziać się z tym dobytkiem, który zdołał uzyskać z bardzo swobodnej interpretacji powyższego paragrafu przez komisarzy wykonawczych reformy.
Nie przysługiwało nawet zabranie psa uwiązanego przy budzie na łańcuchu lub kury, bo nie było to ani zwierzę, ani ptak pokojowy – brzmi to wszystko jak szyderstwo tych, których etyka nie zakazywała kopać leżącego.
Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby „sprawiedliwość społeczna” w rozumieniu roku 1944 powróciła do współczesnej Polski – a byłoby się do czego przyczepić ...
Ktoś mógłby mnie zapytać:
Po co to piszesz, czemu jeszcze walczysz i upominasz się o zadośćuczynienie za krzywdę, którą wyrządzono ci tak dawno, jesteś starym człowiekiem na emeryturze, ciesz się z tego, że jeszcze żyjesz.
Jest mi ciepło, mam dach nad głową, nie jestem głodny, ale wiem i czuję, że jestem coś winien cieniom swoich zmarłych rodziców, pamięci dziadka zamęczonego w sowieckim łagrze. Jestem im winien upomnieć się o to, co było im drogie i na co oni, jak również ci, co byli przed nimi, pracowali w trudzie i znoju. Nigdy nie wraca w pełnym wymiarze to, co zostało nam zabrane, ale coś wrócić powinno, aby móc to przekazać swoim dzieciom, razem z pamięcią o tym co było.
Panie Prezydencie, Panie Premierze reprywatyzacja to wciąż sprawa do załatwienia – Polacy na to czekają, nie wszyscy, niektórzy czekają na załatwienie innych spraw, jest ich jeszcze moc do załatwienia, ale sprawa reprywatyzacji jest już bardzo, bardzo zaległą sprawą.
Chciałbym doczekać jej załatwienia. Pośpieszcie się.
Proszę o to dla siebie i tysięcy innych, którzy także czekają.
Gdańsk, dn. 19 grudnia 2007 r.
Jerzy Rydzewski.
LIST OTWARTY
do Prezydenta i Premiera Rządu
Rzeczypospolitej Polskiej
w sprawie rewindykacji krzywd reformy rolnej z roku 1944
Szanowni Panowie,
Możecie tego dokonać – reprezentując obecnie w Polsce urzędy dysponujące, jak nigdy przedtem, mocą sprawczą o sile wyjątkowej, której nikt i nic z powojennych układów pro-sowieckich nie jest w stanie teraz zawetować.
W uzasadnieniu tego apelu przedstawiam opis-relację jak to było w 1939 roku i później w przypadku mojej rodziny.
Przed wybuchem II Wojny Światowej mieszkaliśmy we wsi Dreństwo (koło Rajgrodu, obecne woj. podlaskie), gdzie posiadaliśmy około 300 ha majątek ziemski zarządzany przez mojego ojca Jana Rydzewskiego, jako spadkobiercy dziadka Teofila, wówczas już w wieku 75 lat.
Słów kilka o dziadku Teofilu – urodzony jeszcze pod zaborem rosyjskim w 1864 r., odbył służbę wojskową w wojsku carskim, a po zwolnieniu, znalazłszy się bez środków do życia, wyjechał „za chlebem” do Stanów Zjednoczonych. Wrócił do kraju po kilku latach na wezwanie ze strony bezdzietnego stryja, który zapisał mu w spadku majątek Dreństwo.
Krótko po 17 września 1939 roku dom nasz zaczęli nawiedzać sowieccy najeźdźcy, strasząc pepeszami wycelowanymi w naszym kierunku. Nie były to, jak widać, wizyty kurtuazyjne: najpierw zabrali ojcu dubeltówkę i broń krótką oraz kilka cennych przedmiotów z domu, później pojawiali się jeszcze kilkakrotnie, zawsze po to, aby coś jeszcze zrabować. Pozorny spokój, bezpośrednio po zajęciu kraju, przerywany tymi aktami terroru, zamienił się wkrótce w nieustanny lęk, gdyż okupant przystąpił do akcji wywożenia w głąb ZSRR tak zwanych wrogów ludu i nowego ustroju „sprawiedliwości społecznej”. Ojciec z racji przynależności do klasy posiadającej stał się najbardziej zagrożony, opuścił więc dom i zaczął się ukrywać – była to jakaś gajówka w lesie, gdzie spał na strychu pod dziurawym dachem, oglądając w nocy gwiazdy na zimowym nieboskłonie, a śnieg leżał przy jego posłaniu nie topniejąc.
Dziadek Teofil pozostawał z nami, to jest naszą mamą Lucyną z dwojgiem małych dzieci – miałem wtedy 4 lata, a mój brat Zbigniew około 1 roku. Dziadek pomimo ostrzeżeń ze strony przyjaciół nie chciał opuścić domu i się ukryć, powtarzając: „mnie starego nie wezmą, po co mam się tułać gdzieś po świecie”. Jakże się mylił – wzięli, zasądzili jako wroga ludu na 8 lat ciężkich robót i wywieźli do ZSRR. Na nic się zdała petycja mieszkańców wsi Dreństwo, którzy chcieli go ratować, pamiętając jego dobroć oraz pomoc i wsparcie w trudnych chwilach ich życia.
Dziadek Teofil zmarł półtora roku później w łagrze pod Moskwą z wyczerpania na skutek niewolniczej pracy i głodu.
Nastała władza ludowa, a raczej sowiecka, której ukazem mamę wraz z dziećmi wysiedlono z dworu z dobytkiem ograniczonym do tego, co mogła unieść – znaleźliśmy schronienie u chłopskiej rodziny we wsi Dreństwo. Mniej więcej w tym samym czasie ojcu udało się zbiec do rodziny w Warszawie, wtedy już pod okupacją niemiecką. W niedługim czasie po tych wydarzeniach, a była to już niezwykle mroźna zima lat 1939/40 – mróz sięgał do – 400C, mamę ostrzeżono, że jest na liście do wywózki do ZSRR. Trzeba się było ratować, ale jak tego dokonać słabej kobiecie z dwojgiem nieletnich dzieci!? – Dwaj synowie naszej gosposi Pauliny Wiszowatej, Mieczysław i Bronisław, przyszli z bezinteresowną pomocą – podjęli wezwanie przeprowadzenia mamy z maluchami przez tak zwaną „zieloną granicę”, wtedy zasypaną głębokim śniegiem i skutą lutym mrozem. Kilka dni czekano, aż mróz nieco odpuści. Odpuścił, ale tylko do – 250C i ... poszli, brnąc przez zaspy i z duszą na ramieniu, aby nie natrafić na posterunek graniczny. Mieczysław niósł mnie za pazuchą, a Bronisław mojego brata Zbigniewa. Udało się – dotarliśmy niemal cudem do Warszawy, też okupowanej, ale w danych okolicznościach tutaj były większe możliwości przeżycia. Ponadto rodzina znowu była w komplecie – brakowało nam tylko bardzo dziadka Teofila, który przepadł, bo nie przypuszczał, że reżim sowiecki może być aż tak podły.
Ale „tempora mutantur” – w 1941 roku zmienia się obraz okupacji Polski i polskie ziemie wschodnie znalazły się we władaniu Niemców, którzy mieli bardziej tolerancyjny stosunek do ziemiaństwa. Ponadto, trudno było mojej rodzinie nadal korzystać z gościnności krewnych w Generalnej Gubernii w Warszawie, a następnie u rodziców mamy w Konopiskach pod Częstochową. Wracamy w rodzinne strony, co nie oznacza, że na własne gospodarstwo, gdyż na dworze okupant osadził swojego zarządcę – Austriaka, rolnika spod Wiednia. Początkowo przebywamy u znajomych - państwa Mościckich, właścicieli gospodarstwa rybackiego i młyna na Wojdach pod Rajgrodem. Ojciec znajduje zatrudnienie jako gajowy –zamieszkujemy w gajówce na Bielaku należącej do leśnictwa Orzechówka, niedaleko Woźnej Wsi. Trwało to czas jakiś – może z rok, dopóki austriacki zarządca majątku Dreństwo nie dowiedział się, że wypędzony właściciel, pędzi życie gajowego w pobliskim sąsiedztwie. Ojciec otrzymuje ofertę nie do odrzucenia, aby wrócić do majątku na stanowisko ekonoma – nadzorcy całości prac „w polu i na zagrodzie” – była nawet propozycja zamieszkania we dworze razem z Austriakiem, ale rodzice uważali za bardziej właściwe w tych okolicznościach zamieszkanie we wsi w wynajętym pokoju z używalnością kuchni u przychylnej nam rodziny Waśkiewiczów. Tak trwało, dopóki nie odwróciły się losy wojny i ponowne nadejście sowietów stało się nieuchronne. Austriak okazał się porządnym facetem i zanim spakował się sam do odwrotu wezwał do siebie ojca i powiedział: Johann, bierz dwa najlepsze konie i jednego luzaka, furę, pakuj dobytek i uchodź z Dreństwa – dla Rosjan jako ziemianin będziesz wrogiem społecznym i wszystko może się zdarzyć, jeżeli zastaną was w Dreństwie. Znowu powędrowaliśmy do rodziny w Warszawie - tym razem wozem drabiniastym. Było lato 1944 roku, wojna miała się ku końcowi, ale my mieliśmy jeszcze przeżyć najgorsze – Powstanie Warszawskie. Było wypędzenie nas z domu przed jego podpaleniem, przejście pod kulami do domu zakonnego „Roma”, a stamtąd po kilku dniach przemarsz przez płonącą Warszawę w obstawie Niemców a następnie Własowców do Pruszkowa. Stąd miejscem docelowym pierwszych konwojów był Oświęcim. Zrządzeniem opatrzności jeszcze raz mieliśmy szczęście – obóz w Oświęcimiu był już przepełniony i skierowano nasz pociąg do Reichu w okolicach Stuttgart’u na roboty przymusowe. Tutaj doczekaliśmy wyzwolenia przez wojska amerykańskie. Dalsze koleje naszego losu to repatriacja, chociaż nie było do czego wracać – los naszego domu i majątku dokonał się jeszcze przed naszym powrotem do kraju dekretem o reformie rolnej. Byliśmy bezdomni i chociaż nasz dom stał nienaruszony, przestał już być naszym domem. Mogła być Kanada, Australia, inne miejsca na ziemi, gdzie człowiek mógł godnie zacząć nowe życie – ojciec chciał jednak wracać do Polski, która była Ojczyzną jego i jego przodków. Wróciliśmy. Przygarnęli nas rodzice mamy w Konopiskach. Ojciec zaczął szukać pracy i mieszkania wędrując po kraju – ostatecznie osiedliśmy w Gdańsku. Dalekie i nieosiągalne Dreństwo było wciąż tematem naszych wspomnień, żyło w naszej wyobraźni i podświadomości. Nawet raz odważyliśmy się tam pojechać. Był to wyjazd mojej mamy ze mną po jakieś rzeczy, które przechowała dla nas nasza dawna gosposia, Paulina Wiszowata. Byliśmy w Dreństwie tylko dwa dni. Już na trzeci dzień do gosposi zajechał gazik z Urzędu Bezpieczeństwa i zaczęło się wypytywanie, czego ta dziedziczka tutaj szukała. Byli czujni... Życie w PRL’u z piętnem wroga społecznego z samej tylko racji pochodzenia społecznego, zwłaszcza we wczesnym okresie trwania tej zniewolonej Polski, było dla moich rodziców pasmem prywacji i upokorzeń. Nie doczekali niepodległej Polski, zmarli zbyt wcześnie w poczuciu krzywdy, która im się stała niezasłużenie.
Opisałem w niemal telegraficznym skrócie swój i swojej rodziny los człowieczy, pojedynczy ciąg zdarzeń – każda rodzina ziemiańska w Polsce mogłaby dopisać tutaj swoją historię w PRL’u, mniej lub bardziej smutną, a może także tragiczną – powstałaby saga obejmująca losy tysięcy skrzywdzonych bez umiaru rodzin ziemiańskich.
Aby stworzyć sobie zaledwie zgrubne pojęcie jak haniebnie postąpiono z klasą ziemiańską wystarczy zacytować tylko:
§ 11. (1) Przejęciu od właścicieli ziemskich nie podlegają:
a) przedmioty służące do osobistego użytku właściciela przejmowanego majątku i członków jego rodziny, jak np.: ubrania, obuwie, pościel, biżuteria, meble, naczynia kuchenne itp., nie mające związku z prowadzeniem gospodarstwa rolnego oraz jeżeli nie posiadają wartości naukowej, artystycznej lub muzealnej,
b) zapasy artykułów spiżarni domowej,
c) zwierzęta i ptaki pokojowe.
z Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 1 marca 1945 r. w sprawie wykonania dekretu PKWN z dnia 6 września 1944r. o przeprowadzeniu reformy rolnej.
Wszystko inne podlegało przejęciu, a człowiek wyrzucony w ten sposób na bruk nie miał nawet gdzie podziać się z tym dobytkiem, który zdołał uzyskać z bardzo swobodnej interpretacji powyższego paragrafu przez komisarzy wykonawczych reformy.
Nie przysługiwało nawet zabranie psa uwiązanego przy budzie na łańcuchu lub kury, bo nie było to ani zwierzę, ani ptak pokojowy – brzmi to wszystko jak szyderstwo tych, których etyka nie zakazywała kopać leżącego.
Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby „sprawiedliwość społeczna” w rozumieniu roku 1944 powróciła do współczesnej Polski – a byłoby się do czego przyczepić ...
Ktoś mógłby mnie zapytać:
Po co to piszesz, czemu jeszcze walczysz i upominasz się o zadośćuczynienie za krzywdę, którą wyrządzono ci tak dawno, jesteś starym człowiekiem na emeryturze, ciesz się z tego, że jeszcze żyjesz.
Jest mi ciepło, mam dach nad głową, nie jestem głodny, ale wiem i czuję, że jestem coś winien cieniom swoich zmarłych rodziców, pamięci dziadka zamęczonego w sowieckim łagrze. Jestem im winien upomnieć się o to, co było im drogie i na co oni, jak również ci, co byli przed nimi, pracowali w trudzie i znoju. Nigdy nie wraca w pełnym wymiarze to, co zostało nam zabrane, ale coś wrócić powinno, aby móc to przekazać swoim dzieciom, razem z pamięcią o tym co było.
Panie Prezydencie, Panie Premierze reprywatyzacja to wciąż sprawa do załatwienia – Polacy na to czekają, nie wszyscy, niektórzy czekają na załatwienie innych spraw, jest ich jeszcze moc do załatwienia, ale sprawa reprywatyzacji jest już bardzo, bardzo zaległą sprawą.
Chciałbym doczekać jej załatwienia. Pośpieszcie się.
Proszę o to dla siebie i tysięcy innych, którzy także czekają.
Gdańsk, dn. 19 grudnia 2007 r.
Jerzy Rydzewski.
WALNE
W dniu 9 lutego 2008 roku w klubie Baccalarium odbyło się walne zebranie członków Olsztyńskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego. Ze swego grona wybrano nowy skład Zarządu Oddziału oraz Komisję Rewizyjną. Na zebraniu obecny był Wiceprezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa.Ziemiańskiego Pan Marcin Schirmer, który zrelacjonował w skrócie działalność Zarządu Głównego P.T.Z.
15 grudnia 2007 rok
W Klubie Baccalarium odbyła się uroczysta Wigilia. Tradycyjnie dzielono się opłatkiem, śpiewano kolędy, składano życzenia. Gościem honorowym spotkania był ks. inf. dr Julian Żołnierkiewicz duchowy opiekun P.T.Z. o/Olsztyn.
4 październik 2007 rok.
Dnia 3.10.2007 roku w salach kopernikowskich zamku Olsztyńskiego wiceambasador Izraela Yossef Levy wręczył Medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, przyznany pośmiertnie państwu Alfredzie i Bolesławowi Pietraszkom. W latach 1941-1943 przechowywali w swoim majątku w Czekanowie koło Sokołowa Podlaskiego 18 Żydów. Medal w imieniu uhonorowanych odebrały ich krewne: Pani Zofia Panfil członek Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego, Jolanta Okulicz-Kozaryn, i Grażyna Panfil-Rogińska.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




